20 stycznia 2016

Rozdział 54

Katniss

Bo widok Jo siedzącej przy lodówce z miną mordercy i wpierdzielającej ( inaczej nie sposób tego nazwać ) wszystko co jej wpadło w ręce.
- Porąbało cię ?!
- Mnie ?
- A co to ja wpieprzam po nocy czekoladę i mówię innym, że są grubi i powinni schudnąć ?!
- Każdy ma chwilę słabości... Z resztą nie masz prawa mnie oceniać.
- Coś nie tak z Jack'iem ?
- Nie, właśnie wszystko w porządku - mówi zrozpaczonym głosem.
- To o co chodzi ?
- On... On mi się oświadczył... - całkiem się rozkleja.
- Odmówiłaś ? - pytam całkiem zszokowana.
- Powiedziałam przepraszam i wybiegłam z restauracji.
- Oświadczył ci się na kolacji ?
- Tak i wszystko było idealnie tylko ja to zepsułam.
- Nie mów tak. Masz z nim kontakt ?
- Dzwonił mnóstwo razy ale nie odbierałam a u twojej mamy spotkaliśmy się przypadkiem.
- Nie rycz tutaj tylko zbieraj cztery litery i do niego jedziemy.
- Ale z ciebie poetka. Chwileczkę. Teraz ?!
- A kiedy ? Kochasz go ?
- No... tak.
- Wkurza cię ?
- Na okrągło.
- Akceptujesz go a on ciebie ?
- No niby tak ale...
- Ale to może być tylko jedno. Do łazienki.
Od kiedy wpadłam z Peetą noszę przy sobie test "na wszelki wypadek".
- To niemożliwe.
- Też tak mówiłam.
- Zabezpieczaliśmy się.
- Nie zaszkodzi sprawdzić.
Johanna w ciąży nie była i postanowiła pojechać do swojego chłopaka a właściwie ja postanowiłam a ona miała opcję zostać zamknięta bez jedzenia u mnie w domu aż wrócę albo jechać.
Tak więc spakowałam obrazy dla Peety i ruszyłam w drogę powrotną.
- Hej, jak go kochasz to się zgódź nie ma się nad czym zastanawiać.
- Nie, myślę o tym jaka głupia byłam, że mu nie odpowiedziałam od razu.
- Nie zaprzeczę - śmieję się poprawiając jej tym samym humor.
- Widzisz, Uśmieszniesz się do niego i powiesz, że chcesz przyjąć zaręczyny i po sprawie.
- Łatwo powiedzieć masz to za sobą.
- Tak i odpowiedziałam Peecie przy całej rodzinie a ty będziesz z nim sama.
- Okej wygrałaś.
- Nie marudź. Tak to z siekierą lata a o zaręczyny się boi.
- Mądrala się znalazła.
W przyjemnej atmosferze dojeżdżamy do domu Jack'a.
- To spadaj, ja zaraz przyjdę tylko zaparkuję.
- Dobra.
Tak naprawdę staję niedaleko i obserwuję sytuację.
Jo puka do drzwi i naszym oczom ukazuje się jakaś laska w przykrótkiej pidżamce.
Jestem w szoku i Jo na pewno też.
Wybiegam z samochodu żeby przypadkiem jej nie pobiła.
- Dobry wieczór. Jest Jack ? - pytam bardzo grzecznie.
- Tak, bierze prysznic a o co chodzi ?
Widząc minę Jo mocniej ją odpycham od dziewczyny.
- Koleżanka musi z nim porozmawiać.
- Dobra to wchodźcie. Chcece herbaty albo kawy czy coś ?
- Nie, dziękujemy.
- Spoko a tak wogóle jak się nazywacie ?
- O Jack możemy pogadać ? - po raz pierwszy odzywa sie Jo.
- Jo ?
- Na to wygląda. - łapie go za rękę i wyprowadza z pokoju.
Zostaję sama z tą panną.
- Ykhym jestem Katniss jesli o to pytałaś a ty to ?
- Jestem Jenna siostra Jack'a. - usmiecha się słodziutko.
- Siostra ? Przepraszam na chwilę. - i wybiegam jak oparzona zanim Jo zrobi coś Jack'owi za ''zdradę''.
- Jo !!!
Ale słyszę już jak go wyzywa.
- Chodź tu w tej chwili !
- Co chcesz nie widzisz, że mu wytykam zdradę z jakąś zdzirą ?!
- To jego siostra więc idź go przeproś.
- Co ? Kto ? Jak ?
- Przeproś go.
- Dobra.
Kilka minut później wszystko się wyjaśniło Jo jest oficjalnie zaręczona i postanowiła zostać u Jack'a na noc więc samotnie jadę do szpitala aby zostawić Peecie obrazy.
Kilka dni później dostaję niesamowity telefon.


12 stycznia 2016

Rozdział 53

Bardzo Was przepraszam za brak rozdziałów ale miałam mnóstwo popraw na semestr i szlaban, który nie sposób wyminąć. 
Wybaczcie proszę :(

Katniss


Nie męczy mnie poczucie winy po tym jak zostawiam Peetę samego z wiadomością o śmierci moj... naszego dziecka, które postanowił zaakceptować.
Nadal czuje pustkę pod sercem ale staram się myśleć, że może byłoby chore a teraz tam gdzie jest będzie mu lepiej, zajmie się nim ktoś kto się na tym zna w przeciwieństwie do mnie.
Na tę myśl nawet się uśmiecham.
Tam będzie szczęśliwe.
Kiedy byłam w ciąży Annie, Finnick i moja mama bardzo przejęli się nowymi rolami co prawda tylko oni bo inni mieli się dowiedzieć na rodzinnej kolacji gdy Peeta przyzna się do ojcostwa a skoro do tego nie dojdzie to te wszystkie ubranka i zabawki muszę schować.
W tym celu pojadę do Dwunastki, na stare śmieci i może w końcu zaopiekuję się tym zapchlonym kocurem.
Myśląc nad planami wchodzę do domu.
Ku mojemu zaskoczeniu jest tam strasznie głośno a na mój widok jak się okazuje wszyscy goście milkną.
Myśląc goście mówię sobie w głowie  o wszystkich, których znam trochę lepiej czyli Jo, Annie, Finnicku, Mischon, Effie i Haymitchu a nawet Jacku czyli miłości Johanny.
- Cześć - dukam i wychodzę odstawić kilka kupionych rzeczy do kuchni i wracam do salonu.
- Nad czym tak dyskutowaliście ? - pytam aby przerwać ciszę.
- Tak o podróży i innych bzdetach... - odpowiada pośpiesznie Jo.
Atmosfera jest dziwnie napięta.
A mi zbierają się drobne łezki, które skrzętnie ukrywam kiedy patrzę na wystający już brzuch Annie, który ostentacyjnie pokazuje pod obcisłą bluzką.
Odpędzam od siebie zazdrość i staram się do niej uśmiechnąć.
Ale na widok mojej miny odwraca głowę.
- Co słychać u Peety - zadaje mi pytanie Haymitch.
A ja z nadal nieustającym wyrzutem odpowiadam - to ty powinieneś to wiedzieć lepiej w końcu go tam zwiozłeś.
- Skarbie nie denerwuj się.
- Jak mam się nie denerwować skoro Gale opowiada mu w szpitalu kłamstwa o jakich nawet bym nie pomyślała.
- Gale ?! - mówią zgodnym chórem wszyscy oprócz mojej mamy i Mischon, które wiedziały o jego pobycie w szpitalu.
- Dobrze słyszeliście sąd kazał mu się leczyć.
- Katniss naprawdę nam przykro, że Peetę to spotkało ale każdy z nas tak samo cierpi. - Annie stara się mnie pocieszyć i ma racje nie tylko ja jestem pokrzywdzona.
- Nie tylko on był tam więziony. - burczy pod nosem Jo.
- Przepraszam ale dzisiejsza wizyta mną wstrząsnęła. Przepraszam - powtarzam i wychodzę.
Słysze za sobą szepty a zaraz po tym kroki.
- Hej, ciemna maso !
- Jo przykro mi, że Snow was skrzywdził ale chcę być sama - staram się być delikatna tak jak Peeta ale do niej to nie dociera w końcu to Johanna Uparta.
- Co z nim ?
- Przypomniał sobie, że jestem jego żona i sama wiesz co. - to dość istotny szczegół ale wstyd mi o nim tak otwarcie mówić.
- Uuu musiało być ostro skoro to pamięta - żartuje Johanna.
- Nie tak jak w windzie - odpyskowuję.
- No w końcu jesteś tą starą, nadętą i wkurzoną Katniss jaką lubię. 
- No nie sądziłam, że to kiedyś od ciebie usłyszę.
- Widzisz cuda się zdarzają a więc jest szansa i dla Peety.
- Dzięki - tylko tyle mogę powiedzieć z wdzięczności. 
To takie żarty ale pomagają.
- Spoko a co teraz planujesz ?
- Mam zamiar wrócić do siebie, odpocząć i pozbyć się tych dziecię... - przeklinam się w duchu za swoją gadatliwość.
- Miałaś zamiar powiedzieć dziecięcych ? Jakich dziecięcych ?
- To już nieważne - staram się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji ale nie potrafię.
- Katniss o czym ja nie wiem ?
- Byłam w ciąży...
- Jak to byłaś ?
- Już nie jestem - odpowiadam odwrócona plecami ze łzami w oczach.
- Poroniłaś ? - pyta cicho.
- Dwa tygodnie temu.
Już o nic nie pyta tylko mnie przytula.
- Nie jesteś sama. Masz rodzinę czyli nas.
- Wiem...
- Pojadę z tobą schować rzeczy, które ci... przeszkadzają. - kończy z dozą niepewności.
- Chcę się spakować, pożegnać z resztą i wyjechać.
- Jasne już cię pakujemy.
Po kilkunastu minutach wszystkie rzeczy są spakowane w samochodzie a ja żegnam moją rodzinę i razem z Johanną wyjeżdżamy.
Podróż mnie nie męczy ale dodaje mi energii.
Kiedy tam dojadę wspomnienia o dziecku nie będą już tak intensywne bo nie spędziłam tam z nim ani jednej chwili.
Johanna wyręcza mnie i zanosi wszystkie dziecięce zabawki i akcesoria na strych czyli w miejsce, w które nikt nie będzie zaglądał.
Ku mojemu zdziwieniu dodatkowo coś znosi ale nie mam ochoty wiedzieć co to.
- Nie smuć się tylko chodź zobaczyć jakie fantazje ma twój facet - śmieje się Jo i prawie przewraca gdy daję jej sójkę w bok.
- Fantazje ?
- Chyba bardziej go kręcisz jako żołnierz i trybut niż żona. - nadal nabija się Johanna.
- Zamkniesz się czy mam ci pomóc ? Oddawaj mi to.












- To była taka sesja ? Czekam na szczegóły. - mówi Jo już spokojniej.
- Może raz mu pozowałam ale reszta... To musza być przebłyski wspomnień. Starał się je uwiecznić na płótnie żeby odróżnić fałsz od rzeczywistości.
- No to brzmi logicznie. W końcu są też obrazy z dwunastki i aren.









- Chciał sobie wszystko przypomnieć. - jestem wzruszona staraniami Peety.
- A tu jest coś jeszcze.
- Pokaż.
- Tego nie malował sam.
I w tym momencie przypominam sobie jak szkicowałam a właściwie bazgrałam portret męża a wtedy jeszcze narzeczonego kiedy mi się nudziło.
- Johanno Manson masz mi to w tej chwili oddać.
- A jak nie to co ?
- Bo w innym wypadku śpisz na dworze.
- Zołza z ciebie ale i tak zdążyłam się przyjrzeć.
- Och, dawaj to idiotko. - naprawdę mnie wkurzyła.



- Bardzo ładnie rysujesz nie masz co się wstydzić. Peecie by się spodobało.
- To genialny pomysł !
- Co ? Znaczy ja mam tylko genialne pomysły ale rozwiń swoją wypowiedź.
- Zawieziemy Peecie te obrazy i wszystkie akcesoria do malowania. - tłumaczę rozpromieniona.
- No jasne to może mu pomóc.
- Szybko do samochodu.
- Wow, wow, wow dziewczyno porąbało cię zaraz noc nie wpuszczą cie na salę jak tam dojedziemy.
- No to z rana wyjeżdżamy.
- A ja pójde się kimnąć w gościnnym.
- Rób co chcesz abyś nie hałasowała.

Kilka godzin później - śroodek nocy

Budzą mnie jakieś hałasy.
Jestem naprawdę przerażona, a co jeśli to włamywacz ?
- Po cichu wychodzę na korytarz i z półki biorę jakiś metalowy przedmiot.
Jakąś pamiątkę albo rzeźbę.
Im bliżej kuchni się znajduję tym hałas jest głośniejszy.
Ostatnim razem kiedy ktoś się włamał i był w kuchni zaatakowano Peete a tym kimś był Gale więc sama nie wiem czego się mam spodziewać.
Ale kiedy wbiegam z wojowniczym  okrzykiem do kuchni totalnie odbiera mi mowę bo takiego czegoś w życiu nie widziałam... 

W komentarzu koniecznie napiszcie co mogło tak zaskoczyc nasza Katniss i jakie są Wasze teorie na ten temat.

Rozdział 52

Życzę Wam wszystkiego igrzyskowego na Nowy Rok. 
Bawcie się dobrze w Sylwestra ;)

Katniss

Przez miesiąc byłam przybita i bardzo schudłam, podkrążone oczy były skutkiem przepłakanych, nieprzespanych nocy.
Mimo wsparcia bliskich ciężko znosiłam odrzucenie Peety.
Bez nich na pewno byłoby gorzej.
Ale czy mogło być gorzej ?
To stało się 13 kwietnia w piątek.
Nadal nie mogę uwierzyć, że ta cała paplanina o pechu w ten dzień jest prawdziwa ale doświadczyłam tego na własnej skórze więc teraz już to wiem.
Zaczęłam dzień od nieudanych zakupów bo nawalił mi samochód.
Ale jestem Katniss Mellark więc nie poddając się poszłam piechotą
i wróciłam z kilkoma wielkimi siatkami i od razu się położyłam przez ból brzucha.
Później to minęło a mama skwitowała to wnioskiem, że po prostu jestem głodna i rzeczywiście trochę byłam i zbagatelizowałam to.
Obejrzałam nudny film i poszłam się wykąpać ale jak się okazało jest awaria i ciepłej wody brak.
Chcąc nie chcąc musiałam iść spać bez cieplutkiego prysznica.
Ale jeszcze kilka godzin później obudził mnie ostry ból w okolicach podbrzusza.
Chciałam wyjść do toalety więc odsłoniłam kołdrę i po prostu krzyknęłam nie wiedziałam jak mam zareagować.
Przybiegła mama i kazała mi nie patrzeć na łóżko ale ja nadal mam ten obraz przed oczami. 
To było po prostu morze krwi.
W łazience przebrałam się i nie wróciłam już do łóżka mama nawet mnie o to nie prosiła. 
Chciała tylko wiedzieć, który to tydzień.
Resztę nocy spędziłam na kanapie.
Na następny dzień powiadomiłam o tym Hannah.
Około dwóch tygodni później odebrałam telefon od niej.
Powiedziała, żebym odwiedziła Peetę a nawet sam prosił o tą wizytę.
Więc z bijącym sercem wsiadłam do samochodu.
Ale zanim udałam się do Peety odebrałam od Hannah wyniki badań zrobionych bez wiedzy chłopaka.
Byłam gotowa na spotkanie.
Tym razem przywitał mnie z uśmiechem i od razu podał list.
- Proszę przeczytaj teraz - powiedział.
Kiedy czytałam o naszym dziecku uroniłam samotną łzę.
- Mam coś dla ciebie - powiedziałam ironicznie.
Nadal był pogodny - nie dziwię się w końcu pamiętał żonę i doszedł do siebie po osaczeniu.
Rzuciłam na stół kopertę z wynikami.
Był zszokowany tym co zobaczył.
- Nie zgodziłem się na badania, kiedy zostały wykonane ? Napisałem w liście, że już pamiętam i chcę być ojcem.
- Ale nie będziesz.
- Jak to ?
- Nasze dziecko nie żyje. - odpowiadam i chowam twarz w dłoniach.
- Poroniłaś ? - widzę, że jest załamany ale nie potrafię go pocieszyć w końcu byłam tak długo z tym wszystkim sama.
- A czy tak wygląda kobieta w 14 tygodniu ? Mam płaski brzuch - odsłaniam koszulkę aby Peeta zobaczył moje żebra i kości miednicy, które mi wystają.
Przeczesuje ręką włosy i nic nie mówi.
W pewnym momencie podchodzi do mnie, klęka i przytula mnie do siebie.
- Przepraszam, że nie mogłem, nie potrafiłem cię wesprzeć.
- Jesteś chory nic nie mogłeś poradzić.
- Powinienem już dawno zacząć się leczyć i być lepszym mężem.
- Nie mogłeś pogódź się z tym walczyłeś ze skutkami osaczenia. Teraz ważne jest to, że zaczynasz pamiętać wiele rzeczy i któregoś dnia będziemy mogli żyć jak dawniej.
- Nigdy nie będziemy żyć normalnie. Nie po tym co przeszliśmy.
- Muszę iść. - zrywam się z krzesła i łapię za klamkę.
- Katniss ? - zatrzymuję się w pół kroku - Kocham cię, skarbie.
I wychodzę.
Nie mam siły nawet zapłakać bo dawno zabrakło mi łez.
To, że Peeta powoli zdrowieje i przypomina sobie co nas łączyło jest powodem do radości ale śmierć dziecka, które nosiłam pod sercem to ból jakiego nie sposób opisać.

Peeta

Wyszła bez słowa.
Nie potrafię a właściwie nie mogę jej pocieszyć.

30 grudnia 2015

Rozdział 51

Ważna wiadomość na końcu !!!


Katniss

Przebierając się otarłam łzy i pobiegłam szukać doktor Mitchel.
- Pani doktor Gale miał kontakt z Peetą ?
- Tak, co się stało ? Płakałaś ?
- Tak, Peeta myśli, że jestem w ciąży z Gale'm bo go zdradziłam. On musiał mu to powiedzieć.
- Ale skąd wiesz, że Gale jest w naszym szpitalu ?
- Dużo ludzi o tym wie i znajoma mi to powiedziała.
- Dobrze, sprawdzimy nagranie z wczoraj około 16:00 był w sali z innymi pacjentami z tego co wiem doszło do bójki więc może między nimi.
Doktor Mitchel kazała mi mówić do siebie Hannah i właśnie sprawdzamy nagrania.
- To on rozmawia z Hawthorne'm.
- Możemy to pogłośnić ?
- Tak.
Słyszymy, że Gale mówi, że z nim spałam.
- Jeśli na tym etapie odmówi leczenia będzie coraz gorzej, musi mieć motywację. Niech ma dla kogo walczyć.
- Nie mogę zmusić go do leczenia nawet mnie nie pamięta !
- Tak więc musi uwierzyć, że to jego dziecko urodzisz. Chodźmy.
Nie pytam już gdzie po prostu poddaję się poleceniom lekarzy kiedy Hannah prowadzi mnie piętro niżej na badania.
- Wykonamy test na ojcostwo.
- Ale ja nie wiem, który to tydzień.
- Spokojnie połóż się i odsłoń brzuch.
Hannah smaruje mi brzuch jakimś żelem i włącza USG.
- Idealnie prawie koniec pierwszego trymestru dokładnie 10 tydzień więc możemy wykonać badanie już teraz.
- Sama się dziwię, że nie zauważyłam a później bałam się wykonać test ciążowy.
- Nie 10 tydzień to wcześnie brzuch jest delikatnie widoczny właściwie prawie nie można tego zauważyć.
- Żeby wykonać ten test co jest potrzebne ?
- Krew.
Wyciągam rękę i pani doktor pobiera krew.
- Teraz wystarczy próbka Peety i porównanie w laboratorium. Przyjedź jutro i odbierz wyniki aby Peeta był tak samo pewny bycia rodzicem jak ty.
- Dziękuję, do zobaczenia.
Wracam do domu i czuję się o wiele lepiej.
Kiedy tam wchodzę nagle zapala się światło i przytula mnie Annie.
- Hej, jak tam ?
- Wszystko dobrze miło was widzieć ale jak to się stał, że tu jesteście ?
- Mamy szpiegów więc szybko cię namierzyliśmy.
- Annie jak dziecko ?
- Jeszcze mnie nie kopie ale zobaczymy. Możemy porozmawiać na osobności ?
Kiwam głową i idziemy na górę do mojego pokoju.
- Katniss przepraszam ale Finnick zajął główną toaletę i skorzystałam z twojej. Znalazłam testy i chciałam ci powiedzieć, że nie zostajesz z tym sama wszyscy będziemy cię wspierać i myślę, że Peeta bardzo się ucieszy.
Po tych słowac czuję łzy w oczach i przypominam sobie reakcję męża na wieść o ciąży.
- Annie... Peeta jest w szpitalu, on... nic nie pamięta. Nie pamięta mnie, ślubu ani wspólnych nocy.
- Przepraszam. Nie... wiedziałam - jąka się tak samo jak ja przed chwilą nie mogąc odpowiednio dobrać słów.
- Sama jeszcze nie wiem co zrobię ale staram się wszystko mu wyjaśnić tyle, że on tego nie chce pamiętać a przynajmniej nie wierzy mi.
- Katniss. Ja, Finnick, Jo, Jack, Haymitch i twoja mama a z resztą wielu innych ludzi pomożemy ci. Jesteśmy rodziną i będziemy cię wspierać.
Wtedy, tamtego dnia uwierzyłam, że jeszcze może być dobrze jednak później dowiedziałam się, że to nie był ten moment, w którym wszystko miało się poukładać.
.
.
.
Mimo dobroci Hannah i jej pomocy nie odebrałam wyników ani następnego dnia ani kolejnego...

Peeta

Przyszli pobrać mi krew wcześniej tego nie robili dlatego odmówiłem.
Wezwali doktor Mitchel a ona kazała wyjść wszystkim.
- Wiem, że rozmawiałeś z innym pacjentem i go pobiłeś.
- Po co wam moja krew ?!
- To co ci powiedział to kłamstwa a twoja żona jest załamana bo jej nie wierzysz a człowiek, z którym rozmawiałeś już dwa razy chciał cię zabić.
- Blizna...
- Tak, blizna, którą masz jest spowodowana dźgnięciem noża tego człowieka. Wracając do priorytetów Katniss zdecydowała się na wykonanie testu na ojcostwo che żebyś zaakceptował wasze dziecko.
- Nie pamiętam jej ! Nie wiem czy wspomnienia sam na sam z nią to tylko wymysł mojej wyobraźni czy prawda.
- Powinieneś jej zaufać bo chce twojego dobra.
- Nie zgadzam się na wykonanie tego testu.
- Zrobisz jak uważasz ale przemyśl to.
Zostawia mnie samego z myślami i wspomnieniami, które przerażająco błyszczą.

Katniss

Było to niemożliwe ponieważ Peeta nie zgodził się na test.
Postanowiłam także uszanować jego decyzję i nie odwiedzać go dopóki sama powtórnie nie będę na to gotowa.
A nie nastąpiło to przez bardzo długi okres czasu.
Nie mogłam przestać myśleć o tym jak mnie potraktował.
Strasznie zniosłam rozłąkę ale jeszcze gorzej przeżywałam wspomnienia, które można powiedzieć dręczyły mnie.
To jak zareagował na wieść o dziecku.
Nie potrafiłam nosić w sobie jego cząstki po tym jak nas odrzucił.

Peeta

Powoli zacząłem sobie przypominać niektóre sytuacje takimi jakimi były w rzeczywistości a nie zniekształconymi przez tortury jadem os gończych.
Pamiętałem mój ślub z Katniss Everdeen a teraz już Mellark i 74 Igrzyska Głodowe.
Kiedy zobaczyłem emisję z Cwierćwiecza Poskromienia i Katniss, która niemalże płakała gdy upadłem rażony prądem wszystko powoli do mnie docierało.
W końcu zebrałem się na odwagę i napisałem, że już pamiętam tak wiele i między tym co już wymieniłem dodałem noc w hotelu przed moim odejściem.
Na zakończenie napisałem, że nie potrzebuję żadnych badań aby wiedzieć, że mnie nie zdradziła i bardzo się cieszę, że zostanę tatą.
Poprosiłem lekarzy aby ją zaprosili do mnie bo chciałem wręczyć jej list osobiście.
I tak oto po ponad miesiącu od feralnej  wizyty miała do mnie przyjść... moja żona.

Ważne !!!

Opublikowałam post po 10 komentarzach jak obiecałam ale ktoś serio był niecierpliwy bo napisał trzy komentarze z minuty na minutę. 
Mam jednak nadzieję, że nie będziecie w ten sposób niejako "wymuszać" na mnie dotrzymania obietnicy :)
Pozdrawiam
Gabriela ;)

29 grudnia 2015

Rozdział 50 - równiótka połowa :)

Karolina Mellark zdrowia życzę i z dedykacją dla wszystkich czytelników nowy rozdział :)

Katniss

Jak widać moja mama zaprzyjaźniła się z Mischon od naszego ostatniego spotkania i właśnie pije z nią kawę.
- O, Katniss kupiłam bułeczki z serem twoje ulubione. Usiądziesz z nami ?
- Jasne. Hej, Mischon.
- Cześć, co tam słychać ?
- Wszystko dobrze, a u ciebie ?
- Też w porządku.
Na chwilę zalega krępująca cisza ale przerywa ją dziewczyna.
- Znałaś Gale'a Hawthrne'a ?
- Tak, ostatnio nawet włamał się do mojego domu.
- Wsadzili go do psychiatryka w naszym szpitalu.
- Naprawdę ?
- Tak sąd kazał mu się leczyć.
Chcę o coś zapytać ale wchodzi moja mama.
Bułki nie są najgorsze ale przypominają mi o mężu i nie mogę ich jeść dlatego robię naleśniki i zjadam ich całe mnóstwo a towarzyszące mi kobiety patrzą na mnie z niedowierzaniem.
- Katniss ?
- Tak mamo ?
- Jak ty schudłaś jedząc tyle  - śmieje się.
- To tylko dzisiaj bo wczoraj prawie nie jadłam.
- A może ty w ciąży jesteś ? - pyta Mischon z uśmiechem.
- Nie.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca.
Patrze na nie spode łba, kończę naleśniki i wychodzę do miasta.
Moim cele jest apteka i zakup większej ilości testów ciążowych. 
Mam kilka po ostatniej wizycie Annie ale muszę być pewna.
Zakupiłam około 10 różnych testów ale nie jestem gotowa aby je zrobić.
Z zamyślenia wyrywa mnie telefon.
Numer prywatny.
- Słucham ?
- Czy rozmawiam z Katniss Mellark ?
- Tak a z kim ja rozmawiam ?
- To nieistotne.
- Pani mąż jest bezpieczny.
- Gdzie on jest ?
- Nie mogę w tej chwili zdradzić miejsca pobytu. Właściwie on nie chce Pani informować o większości spraw ponieważ...
Cisza i świat powietrza w słuchawce.
- Nie pamięta Pani.
- Jak to ?
- Nie pamięta Pani takiej jaką jest jego wspomnienia są zmienione.
- Te... błyszczące powróciły.
- Można tak powiedzieć. Kiedy będzie gotowy zadzwoni.
Dźwięk odkładanej słuchawki.
Jestem w szoku, Peeta znowu mnie nie pamięta a właściwie dzisiejszej mnie.
Chowam testy, nie jestem gotowa na wiadomość o dziecku.
Nie w takiej sytuacji.

Około dwóch miesięcy później


Godzina 6:00 wieczorem robię już 12 test i wszystkie są pozytywne.
Od kilku minut wiem, że spodziewam się dziecka.

Peeta

Jestem w pokoju telewizyjnym gdzie mogę się spotkać z innymi pacjentami.
Kilka razy w tygodniu pozwalają mi się integrować abym przypominał sobie jaki jestem.
Dzisiaj podszedł do mnie jakiś facet trochę starszy ode mnie, miał szare oczy takie same jak dziewczyna, której mówią, że jestem mężem.
Właściwie to przez nią muszę się leczyć ale to ona jest chora... jest zmiechem.
Pokazują mi, że ją kocham i czasem przypominam sobie jak się całujemy albo kochamy ale to nic nie znaczy. 
Może to moja wyobraźnia ?
W każdym razie tamten facet powiedział - Peeta pamiętasz tą dziewczynę, która według ciebie jest zmieszańcem ?
- Tak - odpowiedziałem.
- To twoja żona.
- Mówisz prawdę czy kazali ci to powiedzieć ?
- Sam ci to mówię. Ona chce cię odwiedzić ale jak jeszcze coś pamiętałeś to kazałeś jej nie wpuszczać tutaj.
- Dlaczego skoro to moja żona ?
- Przeze mnie.
- Co ?
- Zdradziła cię ze mną a teraz chce żebyś do niej wrócił, wybaczył jej.
- Kochałem ją ?
- Tak.
- Jesteś gnojem ! Odwal się !!! - widziałem wspomnienie, w którym mierzył do mnie z pistoletu.
Rzuciłem się na niego i zadałem cios a on się śmiał to był diaboliczny śmiech...

Katniss

To nie może być prawda a jednak po tak długim czasie zdecydowałam się sprawdzić czym są spowodowane moje poranne mdłości, spóźniona miesiączka, kulinarne zachcianki, nabrzmiałe stopy i ciągły głód.
Dlaczego dzisiaj ?
Dlaczego wybrałam akurat 8 marca ?
Dziś moja mama powie mi czy Peeta jest w szpitalu w dystrykcie Czwartym.
Z niecierpliwością czekam aż wróci z pracy.
W końcu słyszę otwieranie drzwi.
Nie pyta już jak minął mi dzień bo wie, że nie odpowiem.
- Leży na psychiatrii sala numer 8 powiesz, że chcesz się z nim widzieć ale cie nie wpuszcza wtedy powołasz się na doktor Hannah Mitchel.
- Dziękuję. - rzucam wychodząc.
Nim się obejrzę już jestem w szpitalu na piątym piętrze - psychiatria.
Podchodzę do recepcjonistki i mówię - Chciałabym się zobaczyć z mężem.
- Jak się nazywa ?
- Peeta Mellark.
- Niestety ale nie przyjmuje gości.
- Więc chcę porozmawiać z doktor Hannah Mitchel.
- Dobrze - widzę niechęć na twarzy kobiety ale jednym kliknięciem wzywa lekarza.
- Dzień dobry. Chciałam się zobaczyć z Peetą Mellarkiem.
- Jak się Pani nazywa ? - lekarka skrupulatnie zachowuje pozory.
Jednak od razu widzę, że się zgodzi bo to przyjaciółka mojej mamy.
-Katniss Ev... Mellark - poprawiam się szybko rozbawiając przy tym kobietę.
- Dobrze proszę za mną.
W milczeniu idziemy dalej.
- To tutaj.
Mówi i zostawia mnie przed izolatką numer 8 kiedy chcę tam wejść przychodzi pielęgniarka i oznajmia - Do izolatki nie można wnosić, biżuterii, telefonów, sznurówek, długopisów ani żadnych innych przedmiotów, które mogą zagrozić zdrowiu i życiu pacjenta.
Więc oddaję wszystkie rzeczy i przebieram się w specjalny "szlafrok" i buty.
Peeta siedzi przy stole i żywo coś maluje ale kiedy wchodzę odwraca płótno tak abym nie widziała co się na nim znajduje.
- Cześć - mówię i sama nie wiem co mogę dodać, stać mnie tylko na - Mogę usiąść ?
Kiedyś mój mąż teraz pacjent kiwa głową nie odrywając ode mnie wzroku.
- Dlaczego tu przyszłaś ?
- Chciałam wiedzieć jak się czujesz.
- Wiem co zrobiłaś ale nie wiem czy mówił prawdę.
- Kto ?
- Mężczyzna, który do mnie mierzył... Miał tak samo szare oczy jak ty.
- Gale - szepczę. - Co ci powiedział ?
- Jesteś moją żoną.  Prawda czy fałsz ?
- Prawda. Mam obrączkę i ty też. Widnieje na nich ten sam grawer.
Patrzy na swoją dłoń i ściąga z palca pierścionek.
- Co jest na nich napisane ?
- Data naszego ślubu i nasze wspólne nazwisko. - mówię przez łzy.
- Pokaż mi swoją obrączkę.
Drżącymi palcami zdejmuję obrączkę i mu ją podaję.
Ostrożnie przygląda się obu z nich.
- To prawda są takie same. Wierzę, że jesteś moją żoną.
- Przyszłam też żeby ci powiedzieć, że... - głos mi się łamie a łzy płyną po policzkach.
Czuję, że ociera jeden z nich, patrzę w jego oczy są tak intensywnie niebieskie i w końcu hardo mówię - spodziewam się dziecka...
Jego dłoń zamiera a oczy robią się puste.
- Wynoś się !!! - krzyczy - On miał rację ! Jesteś zdzirą, zwykłą dziwką !
Chce mnie uderzyć ale do pokoju wbiega ochrona i lekarz, który wstrzykuje mu lek uspokajający.

Czekam na 10 komentarzy z okazji pięćdziesiątego postu :)
Wierzę, że się uda

28 grudnia 2015

Rozdział 49

Peeta
Haymitch miał rację ona na pewno zadzwoni.
I wtedy co jej powiem ?
- Kochanie jestem chory psychicznie więc zwiałem. 
Muszę się leczyć bo nie kontroluję swoich zachowań.
- Panie Mellark, telefon do pana.
- Dziękuję, już odbieram.

Katniss

- Mogę do niego zadzwonić jeśli chcesz.
- Przecież mam jego numer - odpowiadam.
- Tamtego nie odbierze.
- Dobrze, dzwoń. - rozkazuję upijając łyk kawy.
Haymitch wpisuje numer i dzwoni.
- Dzień dobry chciałbym rozmawiać z Peetą Mellarkiem.
Tak. Abernathy i Pani Mellark. Dobrze, dziękuję.
Proszę - podaje mi telefon.
- Halo ? - słyszę jego miękki głos.
- Peeta ? Co się stało ? Dlaczego znowu mnie zostawiłeś ?
- Katniss źle się czuję i to tyle.
- Mogłeś mi to powiedzieć.
- To stało się tak nagle.
- Gdzie jesteś ?
- Niedługo ci powiem ale teraz nie powinienem z tobą rozmawiać.
- Kocham cię.
- Cześć.
W słuchawce słyszę tylko dźwięk zakończonej rozmowy ale nadal trzymam ją przy policzku.
Jeszcze kilka godzin temu mówił, że mnie kocha a teraz jakby o wszystkim zapomniał.
Odkładam telefon na stół i zostawiam zaskoczonego Haymitcha samego.
Powoli jadę do dwójki.
Zabieram rzeczy i wymeldowuję nas z hotelu chociaż jestem sama.
Dojeżdżam pod śliczny, mały domek i pukam do drzwi.
- Córeczko, a co ty tutaj robisz ?
- Cześć mamo, mogę u ciebie zostać kilka dni ?
- Oczywiście wejdź.
Moja mama zaparzyła herbatę i przez chwilę nic nie mówiła.
- Co się stało ?
- Nic po prostu przyjechałam cię odwiedzić.
- A gdzie Peeta ?
- Nie wiem. - odpowiadam i nie wytrzymuję po prostu płaczę.
Mama mnie przytula i pociesza a ja opowiadam czego się dowiedziałam.
Nagle zaczyna mi burczeć w brzuchu nawet mnie to nie dziwi w końcu cały dzień nic nie jadłam.
- Chodź do kuchni zrobię ci kolację.
- Dobrze.
Później biorę długi prysznic aby wszystko przemyśleć i kładę się spać.
Jestem na pięknej polanie, świeci słońce a ptaki śpiewają, jest cudownie.
Czuje się naprawdę szczęśliwa.
Ale nagle uświadamiam sobie, że w rękach trzymam małe zawiniątko, to kojec a w środku leży nowo narodzone dziecko.
Szybko się odwracam pod wpływem czyjejś dłoni na ramieniu.
- Gale ?! - warczę - Co ty tu robisz ? - dodaję przez zaciśnięte w złości zęby.
- Nie złość się kochanie to szkodzi naszemu drugiemu dziecku.
- Co ?!
Nie dostaję odpowiedzi bo Gale z mienia się w zmiecha i pluje we mnie krwią.
Na chwilę zamykam oczy i zmieszaniec znika.
Patrzę jeszcze raz na dziecko.
I nagle je upuszczam... jest martwe a moje ręce są brudne od krwi.
Wtedy uświadamiam sobie, że je zabiłam...
a mój własny krzyk mnie budzi.
- Katniss powiedz mi co się stało ?
- To tylko zły sen, koszmar, mara. To nie miało miejsca - powtarzam uparcie patrząc w ścianę.
- Tak, to tylko sen. Chcesz żebym z tobą została ?
- Nie, już dobrze - cedzę słowa i opadam na poduszkę. - Wszystko jest w porządku.
- Śpij dobrze.
I zasypiam.
Jestem w ciąży.
Będę matką, dobrą matką a on w to wierzy.
Wspiera mnie chociaż jest mi trudno.
Nie radzę sobie z moimi uczuciami.
To hormony.
Wszystko byłoby dobrze gdyby to nie było dziecko Gale'a.
Peeta chce je wychowywać i myśli, że to jego potomek.
To kłamstwo.
Wiele razy już mu mówiłam, że je kocham i jesteśmy jego rodzicami.
Cały czas kłamię.
Tylko na tyle mnie stać... na kłamstwo.
Ale ono się nie urodzi.
Wiem to...
I się nie mylę bo kilka dni później widzę siebie w kałuży krwi w naszej łazience w tym cholernie idealnym domu gdzie wszystko miało być cholernie idealne tylko nie jest bo my nie jesteśmy idealnie doskonali.
Psychicznie chorzy ludzie to są dobre słowa...
A ja nie donosiłam ciąży.
To dziecko nie było mojego męża może dlatego spotkał je ten los ?
Ale co z reszta nienarodzonych dzieci, których nie urodziłam ?
Były Peety.
Może to ze mną jest coś nie tak ?
Teraz to widzę jest ich mnóstwo.
Setki małych grobów.
Mam tyle dzieci a właściwie mogłam mieć.
Ale umarły.
Już nie krzyczę, nie płaczę.
To był sen.
Czasami ludzie mówią, że sny mają w sobie ziarnko prawdy jak kłamstwo.
Ale co w tym śnie było prawdziwe.
Mam dom i męża chyba tyle.
- Okay nie przejmuj się głupotami.
Schodzę na śniadanie i widzę...

Piszcie w komentarzach kogo mogła zobaczyć nasza Katniss :)

27 grudnia 2015

Rozdział 48

Peeta

- Widzisz mogło być gorzej a myślę, że poszło nam całkiem nieźle.
- To prawda. Mamy sporo czasu i żadnych planów. Jakieś propozycje ?
- Cóż możemy się przejść.
- Zgadzam się lepsze to niż siedzenie tutaj.
Wychodzimy z budynku trzymając się za ręce i kierujemy swoje kroki do centrum. Chcę aby Katniss w Kapitolu nie widziała tylko miejsca złych wspomnień ale dojrzała coś pięknego i poczuła, że tamte czasy nie wrócą. 
Snow nie żyje a po rebelii wiele budynków zostało zniszczonych a teraz są odbudowane więc wzbudzają jeszcze większy zachwyt.
Wchodzimy do małego parku i mijamy wielu dziwnych ludzi.
Mimo zmian w polityce, moda pozostała niezmienna.
Siadamy przy fontannie i obserwujemy zaśnieżone uliczki i drzewa.
Po pewnym czasie przyznaję, że zgłodniałem i nie tylko ja się o tym dowiedziałem przez głośne burczenie w moim brzuchu.
Jeszcze nigdy nie widziałem tak szybko uciekających dzieci krzyczących do rodziców, że ten pan chce je zjeść.
Katniss chcąc mnie pocieszyć oznajmiła, że przeprasza ale strasznie zgłodniała i kiszki jej marsza grają dlatego powinniśmy pójść do jakiejś restauracji.
Zarumieniony nie tylko od mrozu przytaknąłem i udaliśmy się na poszukiwania czegoś do zjedzenia.
- Może tutaj ?
Kiwnąłem głowa i weszliśmy do małej knajpki.
Zamówiliśmy pierwsze lepsze danie z karty i gorącą kawę.
- Może zostaniemy tu dzisiaj na noc ?
- W Kapitolu ? - Katniss zbladła.
- Tak. Było bardzo miło, prawda ?
- Masz rację ale nie mamy ubrań ani kosmetyków.
- Pojedziemy coś kupić w centrum handlowym a w dodatku mamy przecież zniżkę na apartament w "naszym" hotelu.
- No tak.
- Katniss, wiem to trudne ale naprawdę jestem zmęczony i obiecuję, że jutro z rana stąd wyjeżdżamy jeśli tego chcesz.
- Dobrze zgadzam się.
- Dzięki kochanie. - uśmiecham się pokrzepiająco.
Jedząc rozmawiamy o głupotach a później odwiedzamy galerię aby zakupić potrzebne rzeczy, zabieramy samochód spod studia nagraniowego i jedziemy do hotelu.
Wieczór spędzamy oglądając odcinek jakiegoś sitcomu.
Później szybki prysznic i właściwie mieliśmy iść spać ale zaczęliśmy się całować i romantyczna noc sama się rozpoczęła kilka godzin spędziliśmy w swoich objęciach.



Kiedy już mieliśmy iść serio spać pocałowałem moją żonę w czoło i powiedziałem  - Kocham Cię, skarbie.
- Ja ciebie też. Ty... po prostu mnie dopełniasz.



I jakby nigdy nic objęła mnie i zasnęła.
Ale ja... długo nie mogłem zasnąć byłem poruszony sentymentalnością Katniss.
Myślałem nad wszystkim co razem przeżyliśmy
SZKOŁA
IGRZYSKA 
TURNEE ZWYCIĘZCÓW
WSPÓLNE NOCE
KOSZMARY
ŁZY
NIEPOWODZENIA
ODRZUCENIE
KOLEJNE IGRZYSKA
REBELIA
ŚLUB
Kocham ją... kocham takiego potwora ?!
To ona zabiła tych wszystkich ludzi !
NIE !!!
Wszystko się rozmywa.
Ubieram spodnie, buty i kurtkę. 
Szybko piszę, że przepraszam i niedługo wrócę, spotkamy się niedługo u twojej mamy w czwórce.
Kocham Cię
Na końcu dodaję przysięgam Peeta i wybiegam.
To zmiech ! 
Nie mogę tak mówić to moja żona !!!
- Co się z tobą dzieje ?! - nawet nie wiem czy krzyczę.
Wybieram pierwszy numer z listy kontaktów w telefonie, sam nie wiem do kogo zadzwonię.
- Halo ? - ktoś mów niskim, zaspanym głosem.
- Haymitch ?
- Czego chcesz dzieciaku ?! 
- Pomocy, potrzebuję pomocy.
- Co z tobą nie tak ? - jest trochę przestraszony.
- Jestem w Kapitolu w tym hotelu co zawsze musisz mnie stad zabrać.
- Już jadę.
Szczęście, że już tak często nie pije może mnie zabrać.
Zanim zdążę choćby pomyśleć, zalega ciemność.

Haymitch

Peeta leży nieprzytomny na schodach.
Na szczęście szybko udaje mi się go ocucić.
Jest strasznie słaby i wypowiada tylko dwa słowa.
Spełniam jego prośbę i zabieram go w miejsce do, którego chce jechać.
Coś czuję, że Katniss będzie niezadowolona.

Katniss

Budzę się rześka i wypoczęta ale obok mnie nie ma Peety.
Wychodzę do toalety i biorę szybki prysznic.
Idąc zrobić sobie śniadanie jestem już naprawdę zaniepokojona jego nieobecnością dlatego w końcu nic nie jem tylko wracam do sypialni aby zabrać nasze zakupy i znajduję karteczkę.
Peeta wyjechał beze mnie ?!
Zrobił to samo co dwa tygodnie temu przed ślubem.
Wyjechał !
Mam tego dość jestem pewna, że ktoś mu pomógł więc aby potwierdzić moje domysły idę na parking i znajduję nasz samochód.
Wracam do recepcji i płacę za nasz apartament.
W drodze do auta zastanawiam się kto mógł mu pomóc.
Haymitch !
To oczywiste przecież stary drań uwielbia takie akcje.
Od razu wybieram numer.
- Halo ? - jest zestresowany, naprawdę mu pomógł.
- Haymitch gdzie jest Peeta ?
- A skąd mam wiedzieć ?
- To ty go gdzieś wywiozłeś !
- Skarbie myślę, że to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się zaraz w kafejce obok hotelu.
- Dobrze.
Ze złością rzucam rzeczy na siedzenie samochodu i odpalam.
Niedawno zdałam na prawo jazdy żeby odciążyć Peetę z resztą sam mnie namawiał.
Kiedy przekraczam próg kawiarni Haymitch już na mnie czeka przy jednym ze stolików.
Bez słowa siadam naprzeciwko.
- Cześć skarbie. Zamówiłem ci naleśniki i kawę bo uznałem, że mogłaś nic nie jeść.
- Co z Peetą ?
- Nie wiem czy chciał ci o tym powiedzieć więc po prostu z nim  porozmawiaj.
- On tu jest ?

Następny rozdział po 6 komentarzach :)

26 grudnia 2015

Rozdział 47

Katniss


- Hej, kochanie. - Peeta budzi mnie swoim uśmiechem.
- Witaj, pamiętasz co się wczoraj działo ? Głowa po prostu mi pęka.
Nie odpowiada ale marzycielsko się uśmiecha.
- Powiedz mi. - naciskam.
- Mam być romantyczny czy bezpośredni ?
- Bezpośredni może być zabawnie.
- Uprawialiśmy seks a później upiliśmy się w wannie.
- Strasznie to spłyciłeś.
- A jednak pamiętasz kłamczuchu ?! Powinienem cię ukarać.
- Może.
Chcę się z nim trochę podroczyć więc wychodzę w mojej bieliźnie z łóżka, staję tyłem do niego, przeciągam się i ostentacyjnie schylam po jego koszulę a w lustrze widzę jak Peeta gapi się na mnie.
Ostatnio schudłam i jesteśmy małżeństwem więc właściwie zaczynam się przyzwyczajać do nagości.
- Dlaczego tak patrzysz ?
- Bo jesteś taka piękna, że nigdy mi się to nie znudzi.
- Przez ciebie się rumienię.
- Najbardziej lubię kiedy się rumienisz w samej bieliźnie.
- Więc może mam tak paradować cały dzień ? - żartuję i dopinam guziki od koszuli.
- Dla mnie tak.
- Zamów śniadanie a ja idę się zbierać do miasta.
Rozbierając się aby wziąć prysznic widzę kilka malinek prawdopodobnie to efekt wczorajszej nocy. 
Przy wyborze stroju musiałam uwzględnić fakt, że je mam.
Kiedy wychodzę z łazienki moim oczom ukazuje się taki przystojniak.



Wcinający z wielkim apetytem gofry.
Podchodzę do niego z tyłu przytulam i daję całusa w policzek po czym siadam naprzeciwko niego przy stoliku.
- Mamy jakieś plany na dziś ? - pytam.
- A, który dziś mamy ?
- Chyba 6 luty.
- Naprawdę ?
- Tak.
- Aż dziwne, że jeszcze do nas nie dzwonili szybko do samochodu !
- Peeta ?
- Tak ?
- Koszulka. - mówię ze stoickim spokojem.
- Dzięki kochanie. A teraz do samochodu.
- Dlaczego tak się spieszymy ?
- Bo dzisiaj mamy nagrywać wywiad.
- Jasne.
W taki oto sposób dowiedziałam się, że mój mąż spędza ze mną za dużo czasu bo stał się tak samo zapominalski jak ja.
Po około dwóch godzinach jazdy jesteśmy na miejscu wita nas cała ekipa i od razu zaczynają narzekać...?
Nie ?!
Mówią, że się cieszą, że teraz o siebie dbam chociaż nie wszystko mi jeszcze wychodzi i powinnam zainwestować w specjalny laser do golenia.
A moja szczęka po prostu ląduje na podłodze ze zdziwienia.
Szybkie przygotowania, nowy strój i jesteśmy gotowi do nagrywania.
Jesteśmy za kulisami i czekamy na odpowiedni moment a kiedy słyszymy głos Cesara i zapowiedź naszego wejścia już zmierzamy na scenę.
- Witam Was bardzo serdecznie po raz kolejny ale tym razem w szczególnym czasie bo niedawno wzięliście ślub tym razem całkowicie jawny i rodzinny.
- To prawda jesteśmy małżeństwem.
Owacje na stojąco i gratulacje zdają się nie mieć końca.
Nie rozumiem z jakiego powodu ci ludzie nas lubią przecież to ja zachwiałam potęgą Kapitolu wzniecając rebelię.
- Katniss, nasza igrająca z ogniem rozpaliła domowe ognisko. - żartuje Cesar a ja mocniej przywieram do Peety czując się nieswojo w świetle reflektorów.
- Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi ta zmiana - odpowiada uśmiechnięty Peeta.
- Nie trzeba już nic naprawiać nasza nowa Pani Prezydent wszystkim się doskonale zajmuje więc mogę sobie pozwolić na urlop i nie wzniecać więcej buntów - o dziwi udaje mi się powiedzieć coś zabawnego bo widownia pęka ze śmiechu.
Cały wywiad nie jest już tak męczący a czas szybko mi płynie na odpowiedziach i zanim się obejrzę żegnamy się i dziękujemy za oglądanie.


13 grudnia minął rok mojego blogowania dla Was z tej okazji postaram się pisać więcej rozdziałów :)

14 grudnia 2015

Rozdział 46

Peeta
- Nie używałam telefonu od rana.
- Ale mam SMS-y od ciebie.
- Pokaż mi je.
- Nie trzeba. - jestem zażenowany bo są tam przecież zdjęcia właściwie nie wiem kogo. - lepiej poszukajmy twojego telefonu.
- A co ci pisałam ?
- Dostałem kilka dziwnych zdjęć.
- Serio ?
- Znalazłem twój telefon. Sama zobacz.
- O cholera ! Ale ja ci tego nie wysłałam i nie flirtowałam z tobą !
- Kto dziś tu był ?
- Sprzątaczka i kelnerka z kolacją.
- Więc może to któraś z nich.
- Co za kompromitacja.
- Nie to jest karalne ! - Jestem wkurzony, że nikt tu niczego nie pilnuje.
- A jak to wycieknie do prasy ?
- Nie, idę to załatwić.
Szybkim krokiem podchodzę do recepcjonistki.
- Chcę rozmawiać z dyrektorem hotelu.
- Przykro mi ale to niemożliwe - odpowiada ze "słodkim, irytującym" uśmieszkiem.
- Dobrze więc od razu dzwonię do adwokata i na policję.
- Proszę chwilę zaczekać, chyba mogę coś dla pana zrobić. Na końcu korytarza w prawo - oznajmia po chwili rozmowy przez telefon.
- Dziękuję bardzo.
Gdy wchodzę do gabinetu bez zbędnych uprzejmości tłumaczę co miało dzisiaj miejsce.
- Oczywiście to pozostanie naszą tajemnicą, ukaram winnego a w rekompensacie za problemy Państwa pobyt jest na koszt hotelu.
- Mam nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy.
W końcu po ciężkim dniu wróciłem do pokoju.
- I co ?
- Wszystko dobrze - odpowiadam i całuję Katniss.
- Ale... kto to... zrobił ? - Katniss pyta przez pocałunki.
- Ktoś z... pracowników.



Bez słów zgodziliśmy się spędzić noc we dwoje.



Zaczynając od pocałunków poprzez wzajemne uściski i czułe słówka kończąc prosto mówiąc na seksie.
- Katniss... proszę cię...
- Tak ?
- Bądź dziś... Kosogłosem... ale... tylko MOIM...
- Dla ciebie... zawsze... 
Tak jak ostatnim razem padliśmy na łóżko i przygniatając Katniss zacząłem zrzucać z niej zbędne ubrania.
W samej bieliźnie doprowadza mnie do szaleństwa.



Do tej pory nie mogę uwierzyć, że z nią jestem.
Mogę jej pomóc, dziękuje mi za odpędzanie od niej koszmarów związanych z igrzyskami i rebelią a moje najgorsze mary ?
W nich zawsze ją tracę są różne sposoby umiera albo wybiera Gale'a ale po prostu nie jest ze mną.
Tak mocno ją kocham!


W tej chwili nic się dla nas nie liczy - cały świat przestaje istnieć słyszę tylko nasze westchnienia, przyspieszone oddechy i bicie serc.


Nasze pożądanie i miłość pozwalają nam cieszyć się sobą.
Nasze podniecenie przeradza się w jęki.
Po kilkudziesięciu minutach rozkoszy opadamy na poduszki i nie odzywamy się wtuleni w siebie.
- Powinniśmy wziąć kąpiel - oznajmia po kilku minutach Katniss.
Dociera to do mnie później niż zwykle ponieważ jeszcze nie ochłonąłem po upojnych chwilach.
Ale powiedziała to w liczbie mnogiej więc nie odzywam się bo nie wiem jak odpowiedzieć.
- Razem - dodaje widząc moją konsternację.
- Jesteś pewna ?
- Tak ale ubierz kąpielówki - uśmiecha się i otulona kołdrą wychodzi do łazienki.
A ja nie marnując czasu na szukanie kąpielówek, ubieram bokserki i idę do łazienki.
Katniss tak samo jak ja leży w wannie w bieliźnie.
Wchodzę do ciepłej wody i podpływam do dziewczyny (ponieważ wanna to mini basen mogę pływać).
- Co powiesz na szampana, skarbie ? - pytam.
- Właściwie dlaczego nie.
Kilka godzin mija nam na rozmowach, żartach, pocałunkach i piciu bardzo wykwintnych alkoholi.
- Jestem strasznie zmęczona.
- I pijana - dodaję żartem.
- Tak samo jak ty.
A więc po cudownej kąpieli cali mokrzy wchodzimy do łóżka i zasypiamy.

Jeśli Ci się podobało podziel się swoją opinią z innymi czytelnikami w komentarzu pod postem :)
Pozdrawiam